W tym roku minęła 10 rocznica ostatniego meczu naszego zawodnika na poziomie Ekstraklasy. Był to Michał Zapaśnik. Dlaczego w Otwocku nie rodzą się talenty? Czy nasze dzieci są gorsze? Czy może decydują inne czynniki? Z tego ostatniego założenia wyszedł współtwórca otwockiego klubu Champion.

Żeby zobrazować problem, wyruszmy w małą podróż na północ Europy. Na Islandię. W latach 90. doszło tam do poważnego kryzysu społecznego. Powstał bardzo poważny problem z alkoholizmem i narkomanią wśród młodzieży. Dzieci zaczęto masowo zapisywać na sport. Każdy musiał nauczyć się pływać a do tego każdy musiał wybrać sobie dodatkowy sport. Piłkę ręczną, piłkę nożną, koszykówkę lub gimnastykę artystyczną. Efekty są takie, że kadra koszykarska w latach 2015 i 2017 awansowała na mistrzostwa Europy, piłkarze ręczni utrzymali pozycję w światowej czołówce (od lat 80. Grywają regularnie w dużych imprezach, w 2008 roku byli wicemistrzem olimpijskim), zaś piłkarze zagrali w ćwierćfinale mistrzostw Europy a w 2018 roku pojechali do Rosji na mundial. Zawodnicy z 320-tysięcznego malutkiego kraju osiągnęli w ostatnich latach dokładnie tyle samo co kraj niemal 40-milionowy z Robertem Lewandowskim i naszym najlepszym pokoleniem od 30 lat.

Ludzie widzieli efekty, ale nie widzieli przyczyn. A u podstaw tego sukcesu leżała edukacja trenerów piłki nożnej oraz budowa infrastruktury piłkarskiej. Powstały pełnowymiarowe zadaszone boiska. Do tej pory była to wielka bolączka Islandczyków. W małym górzystym kraju, który wygląda momentami jak planeta horroru science fiction, wygospodarowanie przestrzeni do uprawiania sportu wcale nie było takie proste. A teraz nagle postawiono kilkanaście hal (na których jest dość zimno, bo Islandczycy nie chcą, żeby ich dzieci straciły narodowy wojowniczy charakter) oraz boiska. Pełno boisk podobnych do naszego Orlika.

Dlaczego w ogóle o tym piszemy?

Przecież nie dlatego, że obserwujemy masowy wzrost spożycia alkoholu i narkotyków wśród młodzieży, choć są inne problemy – ponad 30 procent dzieci na Mazowszu ma nadwagę, co jest efektem naszego stylu życia. A więc warto zapisywać się do klubów sportowych, bo to dla dzieci często jedyna okazja do ruchu. Zwłaszcza w czasach gdy na każdym otwockim osiedlu wisi tabliczka: „Prosimy nie grać w piłkę”, zaś boisk jest jak na lekarstwo. Jednak nas bardziej interesuje druga część.

Infrastruktura zimowa w Polsce od lat była wielkim problemem. Dzieci „kisiły się” w małych salkach gimnastycznych, gdzie przy 30 osobach można zrobić naprawdę niewiele. W poprzednim roku po raz pierwszy w powiecie otwockim stanął „balon’ do gry w piłkę. Postawił go klub „Champion Otwock”, jeszcze kilka lat temu mały klubik z „Nukleonika”, dziś walczący o miano regionalnego lidera w szkoleniu młodzieży.

Dla małego klubiku była to potężna inwestycja, ale Łukasz Cichy, współtwórca i szef szkolenia „Championa”, wyznający zasadę „Jakość albo śmierć”, mówi:
-Sala gimnastyczna mocno ogranicza możliwości przeprowadzenia treningu piłkarskiego z uwagi na małą powierzchnię użytkową oraz bardzo często zużytą powierzchnię parkietu na której zawodnicy zwyczajnie się ślizgają. Za dawnych lat trenowaliśmy na małych salach lub na boiskach zewnętrznych, które nie posiadały sztucznej nawierzchni więc komfort zajęć jak możemy sobie wyobrazić pozostawiał wiele do życzenia. Dzisiejsze możliwości jak np. hala pneumatyczna dają ogromną przewagę nad konkurencją ponieważ średnio okres jesienno-zimowy w naszym kraju trwa ok 5-6 miesięcy. Jak wiemy nie wszyscy rodzice godzą się na treningi swoich pociech na boiskach zewnętrznych jeszcze w okresie późnej jesieni.

Dlaczego taki „balon” jest wydarzeniem?

Łatwo to sobie policzyć. Gdy jeden klub trenuje przez kilka miesięcy na hali a drugi ma normalne zajęcia pod balonem, daje to w skali kilkunastu lat (tyle ile trwa proces szkoleniowy) co najmniej dwa, trzy lata przewagi w treningu. Tak lekką ręką. To kolosalna różnica.

W tym roku hala pneumatyczna czyli „balon” przeniesie się ze Świdra do Świerku, czyli na najlepsze boisko w mieście. Dzięki temu uczniowie ze Szkoły Podstawowej numer 9 będą w końcu – pierwszy raz w życiu – mieli zajęcia z Wychowania Fizycznego zimą w normalnych warunkach. Do tej pory mieli na korytarzu. Ale też, co ważne, balon będzie służył całej lokalnej społeczności. A to dlatego, że klub Champion organizuje turnieje dla chętnych klubów z okolicy. Bo przecież nie chodzi tylko o to, żeby się rozwijać i zacierać ręce, że innym nie idzie. Chodzi o to by stworzyć konkurencyjne środowisko. Im więcej dobrych klubów w okolicy, tym lepiej dla każdego piłkarza.

W tym roku Champion organizuje więc turnieje w kategoriach wiekowych od 2008 do 2013 roku. Tyle, że na nowatorskich zasadach. Za najlepszy zostanie uznany nie ten zespół, który zdobędzie najwięcej punktów, ale ten, który będzie miał najlepszy bilans bramkowy.

-Wychodzimy z założenia, że zamiast na wyniku, wolimy skupić się na grze, rozwoju wszystkich biorących udział zawodników oraz propagować ofensywny i kreatywny styl gry – mówi Łukasz Cichy.

A więc młodzi zawodnicy będą musieli w pierwszej kolejności dążyć do strzelenia jak największej ilości bramek. I co ważne, nie będą mogli zadowolić się jedno czy dwubramkowym prowadzeniem. A do tego będą musieli walczyć o wynik do końca.

To co jest też bardzo ciekawe, to turnieje w najmłodszym roczniku. I tu znowu wybieramy się w podróż do Europy, a konkretnie do Belgii, która jest europejskim liderem szkolenia. Wzorem tamtejszych klubów i federacji Champion organizuje turnieje dla drużyn dwuosobowych.

Kolejna innowacja jest taka, że rodzice nie będą mogli podpowiadać dzieciom. Niby proste, niby oczywiste, ale po raz pierwszy wprowadzone w regulaminie.

-Chodzi o to, by rodzice nie wpływali na decyzyjność zawodników oraz ich nie rozpraszali, nie obniżali ich koncentracji – mówi Łukasz Cichy. To wbrew pozorom kluczowa sprawa. Rodzice często myślą, że ich podpowiedź spowoduje zwycięstwo a tak naprawdę powoduje jedynie presję i stresuje dziecko.

Po co to wszystko?

Choćby po to, żeby wyjść z wielkiego dołka w jakim znalazł się nasz otwocki futbol. Nie chodzi tylko o to, że OKS Otwock jest najniżej w historii a na mecze chodzi po kilkadziesiąt osób. Najwyżej w okolicy gra Mazur Karczew. Czwarta liga to piąty poziom rozgrywek. Nie, to nie jest szczyt marzeń.

Ale jest jeszcze coś. Od dawien dawna w naszym regionie nie pojawiają się zawodnicy klasy krajowej. A przecież kiedyś mieliśmy ich nadmiar. Z Otwocka byli Jan Gawroński i Janusz Żmijewski, z Karczewa cała kolonia wspaniałych zawodników z Władysławem Grotyńskim, Antonim Trzaskowskim i Feliksem Niedziółką na czele. Ostatnim piłkarzem z naszego rejonu, który zaszedł na ten poziom był Michał Zapaśnik. Niestety zanim się rozegrał wykończyły go kontuzje, ale zdążył zagrać w młodzieżowej kadrze z Kamilem Glikiem, Kamilem Grosickim czy Robertem Lewandowskim. Dziś prowadzi zajęcia w Championie. Przed nim był Radek Bogdalski Mazura Karczew, rocznik 1974!

W ten dziwny sposób dojechaliśmy z Islandii poprzez Belgię aż do boiska na Narutowicza w Świerku. Tu właśnie Otwock wyruszy w drogę „w poszukiwaniu straconego czasu”. Oczywiście same boiska nie wystarczą, czego smutnym dowodem jest nasz drugi klub, a więc OKS. Do tego potrzebny jest odpowiednie podejście.

-Jesteśmy przekonani, że nasza wizja i filozofia jest właściwa. Dlaczego? W dużym skrócie, jest ona ukierunkowana na rozwój fundamentów gry zawodnika czyli umiejętności indywidualnych. Wiemy jakiego zawodnika chcemy stworzyć za 8-10 lat. Ma być inteligentny piłkarsko, potrafić zaadaptować się do każdego systemu oraz modelu gry. A także ma być zawodnikiem kreatywnym, który szybko potrafi podejmować właściwe decyzje na boisku – zaznacza Łukasz Cichy. Stwarzamy do tego niezbędne warunki, posiadamy narzędzia tj. m.in.: kompleksowy system szkolenia Football Lab System, którym objęci są wszyscy nasi podopieczni już 4 r.ż. oraz wiedzę, którą bezustannie czerpiemy jeżdżąc na komercyjne szkolenia prowadzone przez topowych polskich i zagranicznych trenerów. Dzieci i młodzież na całym świecie są takie same tylko trzeba stworzyć im odpowiednie warunki i środowisko do rozwoju, a na efekty będzie trzeba cierpliwie poczekać.
Marek Wawrzynowski