Chcecie wiedzieć, co zrobić, aby nie dopadła nas jesienno-zimowa chandra? Przeczytajcie!

Takiego lata nie mieliśmy od dawna. Piękna pogoda wypędzała nas z domów . Integrowaliśmy się z ludźmi zarówno w naszym pięknym miejscu zamieszkania spędzając czas nad Świdrem, jak i w miejscach ,w których spędzaliśmy urlop. Nawet bardzo wysokie temperatury nie potrafiły zatrzymać nas w samotniach , jakimi często są nasze domy, mieszkania. Czas spędzony w towarzystwie rodziny i przyjaciół, jest zawsze czasem wartościowym. Nawet jeśli wiele rozmów kończyło się drobną sprzeczką , to jednak w rodzinie wszystko zostaje, zbliża nas do siebie i pozwala lepiej poznać się wzajemnie.

Ale oto naszedł termin powrotu do pracy, szkoły, przedszkola. Znowu więcej czasu spędzamy w otoczeniu ludzi obcych, jesteśmy podwładnymi, lub zarządzającymi. Powoli zaczynają nas przygniatać obowiązki i odpowiedzialność. Do pracy chodzimy więc jak do „ więzienia”.

W wakacje miałam okazję usłyszeć ciekawą opowieść:

-Pewien mnich odwiedzał w ciężkim więzieniu skazańców, podnosząc ich na duchu i naprowadzając na nową ścieżkę. Gdy skończył już swoją misję i chciał pożegnać się ofiarowując swoje usługi w innym miejscu , skazańcy zadali mu pytanie . Mnichu, jak jest w twoim klasztorze? Zaskoczony zainteresowaniem mnich odpowiedział, że generalnie nie jest łatwo. Wstajemy o 4 rano (chociaż mamy wybór, zawsze możemy wcześniej), modlimy się, na śniadanie zawsze jemy kubek owsianki na wodzie i udajemy się do swoich obowiązków.

Ojej, zadziwili się więźniowie , to my mamy lepiej. Wstajemy o 6 rano, mamy czas na mycie, po którym następuje śniadanie z 4 dań do wyboru. Potem czas dla siebie lub praca , a o 12:00 lunch. Co wy jadacie na lunch w klasztorze? My lunchu nie mamy. Drugim i ostatnim posiłkiem, jedzonym z jednej miseczki, jest to co sobie do niej użebrzemy. Naprawdę? Znów więźniowie nie mogli się nadziwić. My mamy lunch, jakiś czas po nim obiad z dwóch dań i jeszcze kolację. W międzyczasie przerwy w pracy, czas dla siebie, możliwość gier i uprawiania sportu.

Nasz czas – odpowiedział mnich – jest całkowicie poświęcony na pomoc ludziom. Nauczamy, pomagamy w rozwiązywaniu problemów i cały czas sami budujemy swoja Świątynię. Spać chodzimy późno, jak uporamy się z obowiązkami.

Powiedz mi zatem mnichu – zapytał więzień, dlaczego my chcielibyśmy uciec z więzienia mimo, że mamy lepiej niż wy, a do was jest lista oczekujących na wolne miejsca?

-Bo my jesteśmy tam z własnej woli, a wy z przymusu.

Tak często się zdarza, że nie lubimy swojej pracy czy szkoły. Frustruje nas ogrom obowiązków, które nas przytłaczają, znerwicowani ludzie obok nas, wymagający szefowie, po czym wracamy do domu i też nie mamy wytchnienia. Zaczyna otaczać nas beznadzieja. Dzień robi się krótszy, słońca coraz mniej, a mrok zakrada się również do naszego wnętrza. Zapadamy się nie tylko w fotelu, ale i w sobie. Mnich miał na to receptę. Jeżeli polubimy to co robimy, to tak jakbyśmy nigdy nie byli w pracy. Tylko jak to zrobić? Zmienić pracę ? A co jeśli jest blisko domu (nie tracimy czasu na dojazdy)? A co jeśli jest dobrze płatna i możemy dzięki niej godnie żyć? Jeśli brak nam odwagi i pomysłów na zmiany, to znajdźmy ten jeden, jedyny punkt zaczepienia, który powoduje, że nie zmieniamy tej sytuacji i tego się trzymajmy. Zaakceptujmy wady dla korzyści. Niech jedna zaleta będzie światełkiem w tunelu mroku przykrości związanych z pracą czy szkołą. Życie nabierze wtedy blasku, pozwoli nam przetrwać jesień i zimę, a praca, czy sytuacje dla nas trudne, będą tylko małą przeszkodą budującą naszą osobowość. Pomyślmy, co chcielibyśmy robić w tym czasie, gdy jesteśmy w tym nie lubianym miejscu i postarajmy się zrobić to w wolnym czasie. Nie mamy wolnego czasu? To zrezygnujmy z czegoś, co zabiera nam wolny czas i nie pozwala realizować marzenia. Nie mamy na to pieniędzy? Zastanówmy się, czy aby zawsze nasze środki przeznaczamy na rzeczy niezbędne, może coś starego da się zastąpić czymś nowym, czymś co poprawi nam samopoczucie. Człowieka nie zabijają trudne sytuacje, tylko oczekiwania .Jeśli bardzo chcemy coś mieć, przemyślmy najpierw, czy aby na pewno jest nam to potrzebne? Często nie ma szans na spełnienie jakiegoś marzenia, ale uparcie wierzymy, ze ktoś to ma, to i my możemy. To wszystko składa się na pogorszenie nastroju, stawianie poprzeczek tak wysoko, że nie widać już prawdziwych możliwości.

Niech nadchodzące krótsze dni i dłuższe noce będą okazją do zapoznania się z tym, co mamy najbliżej siebie. A najbliżej siebie, mamy siebie samych. My i nasze potrzeby towarzyszą nam od urodzenia do śmierci, od rana do nocy. Szczęśliwi my, to szczęśliwi ludzie, którzy są obok nas. Tylko my sami jesteśmy w stanie zalać nasze wnętrze blaskiem i rozświetlić mrok. Znajdźmy coś, co nie wypali nas i ze spokojem pozwoli dotrwać do wiosny. To już 20 marca. Depresji jesiennej mówimy stanowcze NIE !

Anna Osińska/fot. pixabay