Tylko wyniki referendum dzielą nas od paraliżu w placówkach oświatowych

Data już jest – 8 kwietnia. Tę oficjalną wiadomość podał szef ZNP – Sławomir Broniarz. -Strajk jest możliwy, o ile w referendum za nim wypowie się co najmniej połowa uprawnionych - podkreślił szef ZNP. Postulaty ZNP to przede wszystkim tysiąc złotych podwyżki dla nauczycieli od stycznia tego roku. -Czy do strajku dojdzie? Wszystko zależy od minister Anny Zalewskiej - zadeklarował Broniarz.

Powiat otwocki a strajk

Podobnie jak w całym kraju, spór zbiorowy prowadzony łącznie przez ZNP i Solidarność, to ok. 70% placówek każdego szczebla. Procedura będzie przebiegać podobnie, jak w innych przypadkach – poprzez referendum. Jak zapewniał nas wcześniej Przemysław Gręzak z okręgowego ZNP, związkowi zależy na dzieciach i młodzieży, więc strajk nie jest najlepszą formą wyjścia z impasu, jednak póki co żądania protestujących nie spotkały się z odzewem, a wszelkie formy negocjacji i rokowań nie dały żadnego skutku.

Co z egzaminami?

8 kwietnia to całe szczęście nie dzień egzaminów. Przypominamy, iż wcześniej rozważano termin 15 kwietnia. Ale – jeśli dojdzie do strajku – jest wysoce prawdopodobne, że potrwa on do egzaminów gimnazjalnych, planowanych w dniach 10-12 kwietnia, a nawet do egzaminów szóstoklasisty, planowanych w dniach 15-17 kwietnia. W przypadku podjęcia przez pracowników oświaty strajku, terminy egzaminów mogą zostać przełożone. Ustalać je miałaby osobno każda szkoła w porozumieniu z Centralnym Ośrodkiem Egzaminacyjnym.

Strajk – odbędzie się, czy nie?

Przede wszystkim, jak podkreśla kierownictwo ZNP – strajk nie jest sam w sobie celem. Jest ostatecznością, do której nikt nie chce się uciec, jednak wszystko zależy od minister edukacji Anny Zalewskiej. Póki co, pani minister stosuje dość dziwne zabiegi, które odbierane są jako mydlenie oczu przed majowymi wyborami i nieudolna próba opanowania sytuacji.
Druga strona medalu to referendum. To właśnie w ten sposób pracownicy oświaty zdecydują o wszczęciu procedury strajkowej. Referendum musi odbyć się do 25 marca, a o jego ważności zdecydują sami pracownicy oświaty. Aby doszło do strajku, zgodę musi wyrazić minimum połowa uprawnionych.

Antystrajkowe działania Ministerstwa Edukacji

Tu należy wspomnieć o dwóch metodach – kija i marchewki. Kij, a właściwie kilka kijów, to niemalże groźby skierowane zarówno do dyrektorów placówek, jak i ich podwładnych.

Tym pierwszym grozi się konsekwencjami, z utratą stanowiska włącznie, jeśli ich placówka przystąpi do strajku. Kij na nauczycieli wyszedł z kuratoriów, ale swoje też dołożyła część dyrektorów: to pismo dot. strajku, które dyrektorzy musieli obligatoryjnie przeczytać nauczycielom, gdzie również akcję protestacyjną uznaje się za nielegalną i grozi się konsekwencjami. To też nadgorliwość dyrektorów, którzy nakazywali swoim pracownikom podpisanie dokumentu, w którym stwierdzają że z pismem się zapoznali i jest dla nich jasna jego treść.

Marchewka to rzucone przez panią minister obietnice rewaloryzacji pensji, przyspieszenie podwyżek planowanych na rok 2020 – teraz mają nastąpić od września 2019. Pojawiły się również obietnice jednorazowego dodatku w kwocie 1000 złotych dla nauczycieli rozpoczynających swoją prac ę, przez pierwsze dwa lata stażu oraz dodatek za wyróżniającą się pracę. Niestety, więcej konkretów nie ma.