Otwock to nie miejsce dla rodziców z dziećmi

Jeszcze w zeszłym roku park miejski w Otwocku tętnił życiem: rodzice z małymi dziećmi, zakochane pary, grupki znajomych… Dokładając do tego place zabaw dla dzieci i urządzenia rekreacyjne – mimo nawet braku wody w fontannie, można było miło i spokojnie spędzić popołudnie czy wieczór – bo policja skutecznie ograniczyła ilość osób traktujących parkowe zarośla jako puby czy toalety. Większość mieszkańców przyjęła więc z zadowoleniem projekt rewitalizacji parku, by jeszcze lepiej służył celom wypoczynku, rekreacji, by był wizytówką miasta (lub odwracał uwagę od wielkiej dziury). Niestety – nikt wtedy – ani nikt z mieszkańców, ani nikt z włodarzy nie pomyślał żeby zorganizować inne miejsce, gdzie można odpocząć. Teraz więc, z początkiem lata, znajdujemy się w miejscu, które można opisać – „czarna dziura”. Niegdyś sanatorium, teraz Otwock stał się wyłącznie sypialnią Warszawy. Z jednym kinoteatrem, kilkoma knajpkami, brakiem centrum brakiem jasnej infrastruktury komunikacyjnej (o tym w innym artykule), a przede wszystkim – brakiem JAKIEGOKOLWIEK miejsca odpoczynku.

Wypoczynek? To nie tu!
No dobrze, można by rzec, redaktor przesadza. Jest plaża, są Torfy. I to jakby tyle z cichych i przyjaznych miejsc. Poza tym w oba trzeba dojechać. Na plażę wiedzie ścieżka rowerowa, ale już widzę, jak te kilka kilometrów z centrum ścieżką przemierzają mamy z wózkami, czy kilkuletnimi dziećmi na hulajnogach czy rowerkach. O Torfach nawet pod tym względem nie ma co wspominać – gdy jest dobra pogoda, trasa wygląda jak podróż przez burzę pyłową, zwłaszcza, gdy komuś zechce się pojechać samochodem. Wtedy rowerzyści i piesi są wyjątkowo „zachwyceni”.

Jest Skwer VII Pułku Łączności, czyli tzw. „małpi gaj”. Ale jego zwyczajowa nazwa mówi sama za siebie. W „centrum” miasta, otoczony ruchliwymi ulicami, parkingiem, placem karmienia gołębi jeszcze z czasów stacjonujących tam taksówkarzy, ścianą „stodoły” – ani czystą, ani pachnącą, podobnie jak ten wielkopowierzchniowy gołębnik. Kilka ławek, często okupowanych przez miejscowych amatorów tanich trunków, poharatana kostka…

Po drugiej stronie Andriollego – niegdyś park za pawilonami, teraz parking, fontanna z pluskającymi się w niej śmieciami i butelkami, rachityczna imitacja trawnika, kikuty kilku drzew i krzewów… Skoro zabrano park, trzeba by pomyśleć o zastępstwie…

Wróćmy do parku… Jest fragmencik miejsca przy kawiarence, fragmencik placu zabaw, bo ten duży został zabrany (teren budowy i już). Tuż obok – skatepark i tor „crossowy” dla młodzieży. Szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł, by dodać tam drzewa, krzewy, kilka alejek i ławeczki. No ale – niedługo powstanie tam niemalże centrum olimpijskie.

Pozostają brudne (mimo wszystko) lasy, do których z wózkiem się nie wjedzie, prywatny park przy restauracji po drugiej stronie miasta, ale ciągle – wszystko to, to są tylko jakieś tam miejsca zastępcze. Nawet piękne niegdyś kwietniki skalne nieopodal urzędu miasta stoją puste i smutne, chociaż obok nich chodnik szeroki i reprezentacyjny, jak na defilady pierwszomajowe. Chyba jedyna nadzieja w „Gurewiczu”, choć – czy będzie tam zespół parkowy, jeśli tak, to kiedy, i czy będzie ogólnodostępny – tego nie wie nikt.

W poszukiwaniu zieleni i ciszy – blisko.
Znaleźć coś blisko - można by rzec graniczy z cudem. Ale prawda jest taka, że nie ma cudów. Chyba, że tę zieleń, ciszę i spokój pomniejszymy do kilku metrów kwadratowych ziemi z jakąś trawą, drzewem i ławeczką między blokami na którymkolwiek z okolicznych osiedli. Jeśli oczekujecie więcej – zapomnijcie.

Co więc mają zrobić rodzice z dziećmi w Otwocku, albo starsze osoby z ograniczoną mobilnością? Albo młodzi ludzie z planami na przyszłość? Nigdy się tu nie osiedlać, uciekać na wieś, w inne rejony, do innych gmin – do wyboru. Bo zanim tu powstanie park, zanim ktoś wpadnie na pomysł stworzenia miejsc wypoczynku, dobrej i przyjaznej infrastruktury, stworzenia centrum…. Otwock będzie już tylko smutnym, szarym miastem-sypialnią, z warszawskimi kosztami życia, za to bez żadnego komfortu. Ot – drogie miejsce egzystencji, z którego będą śmiali się sąsiedzi.