Do końca roku nie należy się spodziewać tańszego euro i dolara. Do kursu z początku 2019 roku waluty wrócą zapewne dopiero w przyszłe wakacje – prognozują analitycy PKO Banku Polskiego.

Wybuch epidemii koronawirusa spowodował gwałtowne osłabienie polskiej waluty, o ok. 30 groszy w stosunku do euro – z 4,25 PLN do ok. 4,55 PLN. -Później nastąpiła stabilizacja, a kolejne tygodnie i miesiące były jeszcze ciekawsze. Pomimo tego, że Narodowy Bank Polski ściął stopy procentowe praktycznie do zera i rozpoczął program skupu aktywów, czyli obligacji rządowych, złoty nie tylko się nie osłabił, a wręcz się umocnił, o ok. 10 groszy - mówi Mariusz Adamiak, dyrektor Biura Strategii Rynkowych PKO Banku Polskiego.


Przyczyną tego był fakt, że koniunktura w trakcie pandemii czy też bezpośrednio po najgorszym jej okresie, nie była tak dramatyczna, jak przewidywały początkowe założenia. Przez większość kryzysu polska waluta zachowywała się niemal identycznie jak waluty innych krajów z regionu – czeska korona czy węgierski forint. Wszystkie trzy mają zbliżone zmiany w kursie w stosunku do dolara czy euro od początku roku. Cały region ma wiele cech wspólnych, bo wszystkie trzy gospodarki w podobny sposób są powiązane ze strefą euro.


-Jeśli chodzi o waluty z innych rynków wschodzących, są kraje, które zostały dotknięte szczególnie mocno. Złoty znajduje się w środku koszyka walut rynków wschodzących. Poradziliśmy sobie, więc całkiem nieźle – mówi Adamiak.   


-Warto też pamiętać, że z punktu widzenia gospodarki, waluta nie powinna być ani za mocna, ani za słaba. Zbyt słaba powoduje problemy z wysokimi cenami produktów importowanych, wyższymi kosztami obsługi zadłużenia walutowego. Zbyt mocna sprawia, że eksporterom dużo trudniej konkurować na rynkach międzynarodowych, a od tego jak silny będzie eksport w kolejnych miesiącach i kwartałach zależy tempo wychodzenia naszej gospodarki z kryzysu – ocenia ekspert.  


Choć euro podrożało, wakacje zagranicą nie muszą być bardzo drogie. -W okresie wakacyjnym nie spodziewamy się istotnych zmian w sile złotego. Nie sądzimy, więc, żeby kwestia kursu była decydującym czynnikiem przy wyborze miejsca wypoczynku. Na pewno warto wziąć pod uwagę kwestię bezpieczeństwa i z tego powodu nasz krajowy rynek wydaje się najatrakcyjniejszy – mówi Adamiak.


Według eksperta, wiele krajów, które zależą od turystyki będzie starać się przyciągnąć turystów wszelkimi metodami, również cenowymi. Stąd też wakacje, w ulubionych destynacjach Polaków poza ojczyzną mogą być tańsze niż zwykle, bo gospodarze będą starali się zapełnić hotele gośćmi. 


-Euro może zacząć tanieć, gdy polska gospodarka zacznie się odradzać szybciej, niż oczekiwaliśmy. Można się wtedy spodziewać, że kurs euro będzie wracał do poziomu, który mieliśmy przed kryzysem: 4,25 - 4,30 PLN. Nie sądzimy jednak, żeby taki scenariusz zrealizował się już w tym roku. Perspektywy gospodarcze wydają się obiecujące, ale raczej na rok 2021 czy 2022 i później, kiedy nasza gospodarka będzie wsparta środkami z nowego budżetu unijnego i funduszu odbudowy – podsumowuje ekspert.