13 maja ok. godziny 20 na ul. Warszawskiej doszło do zderzenia czołowego forda mustanga z oplem. Kierowca opla poszukuje świadków wypadku. Okoliczności zdarzenia wciąż nie są do końca wyjaśnione, a sprawa przeciąga się w czasie.

-Mustang pędził Warszawską w stronę Świdra, wyprzedzał auta z bardzo dużą prędkością – relacjonował nam pan Andrzej, kierowca białego opla, który zderzył się czołowo z fordem. Tuż po godz. 20.00 w niedzielę 13 maja, pan Andrzej wyjeżdżał z ulicy Dłuskiego w lewo na ul. Warszawską. Od kolizji dzieliły go już wtedy sekundy. Na jego pasie niespodziewanie pojawił się rozpędzony biały mustang. Mimo natychmiastowego hamowania obu kierowców, na wysokości osiedlowego parkingu, tuż obok pizzerii, doszło do zderzenia. Opel obrócił się o 180 stopni, a ford, po odbiciu, uderzył w płot pobliskiej posesji. Na miejscu bardzo szybko pojawiła się policja, straż pożarna oraz karetka pogotowia. Kierowca opla nie odniósł większych obrażeń, do szpitala została natomiast przewieziona jadąca z nim pasażerka. Karetka zabrała także kierowcę mustanga.

 

Kto jest winny? Policji wciąż nie udało się tego ustalić. Wiadomo na pewno, że kierowca mustanga jechał bardzo szybko. Z relacji ludzi, którzy widzieli zdarzenie i na gorąco je komentowali wynika, że urządził sobie tor wyścigowy. Istnieją jednak przypuszczenia, że to kierowca opla nie zachował wystarczającej ostrożności. Wyjeżdżając z ulicy podporządkowanej powinien był bowiem udzielić pierwszeństwa fordowi. Czy mustang jednak wyprzedzał w sposób prawidłowy?

-Zanim wyjechałem z ulicy Dłuskiego, zatrzymałem się, spojrzałem w prawo, w lewo. Byłem pewny, że mogę spokojnie wyjechać na ulicę. Mustang pędził jednak tak szybko, że nie sposób było zobaczyć go na tyle wcześnie, aby móc zareagować - mówił kierowca opla. -Dopóki nie mamy wystarczającej ilości świadków, sprawa stoi w miejscu. Od czasu wypadku, zeznania składała tylko moja pasażerka – dodał. Pan Andrzej zwrócił się więc do nas o pomoc. Ktokolwiek widział opisane wyżej zdarzenie, proszony jest o kontakt z naszą redakcją bądź najbliższym komisariatem policji.

MK/fot. arch. prywatne