Mieszkańcy miasta od dawna śmieją się, że mają whisky w kranach. Fakt – woda w Otwocku kolorem nie odbiega od „rudego bimbru na myszach”. Jedynie skład jest inny. Dlaczego tak się dzieje? Przeczytajcie!

Od poniedziałku, w kranach na terenie całego centrum (i okolic) Otwocka, znowu płynie woda o rdzawym odcieniu. Ponieważ to już kolejny raz na przestrzeni tygodnia, postanowiliśmy zasięgnąć informacji u źródła i poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie pana Stanisława Lasockiego, kierownika działu eksploatacji sieci OPWiK.

Jak się dowiedzieliśmy, rudy kolor wody to osady żelazowo-manganowe, podniesione z dna rur wodociągowych za sprawą dwóch (!) awarii, które miały miejsce w okolicach skrzyżowania Batorego i Kraszewskiego oraz płukania końcówek ciągów, które odbyło się w zeszłym tygodniu i ponownie odbywa się w tym. Trzecia przyczyna to nagły skok poboru wody, który miał miejsce wczoraj – przez dosłownie dwie godziny zwiększył się od standardowego, zimowego, do 2/3 przepływu w letnie upały. Podobne zwiększone zużycie wody zdarza się np. podczas prac w Narodowym Centrum Badań Jądrowych w Świerku, ale tez np. w trakcji gaszenia przez strażaków dużego pożaru.

Pan Stanisław Lasocki poinformował nas, że choć nieczęste, to takie wypadki się zdarzają. -To również efekt zmiany przepływu wody – osady są podrywane i niesione dalej wprost do kranów. Według zapewnień OPWIK woda nadaje się do picia, jednak do prania, zwłaszcza „białego”, już nieszczególnie. Zdaniem Stanisława Lasockiego, takie osady to nic niezwykłego. -Przed 2004 rokiem, kiedy powstała stacja uzdatniania, „ruda woda” w kranach była zjawiskiem dość powszednim. Oczywiście moglibyśmy – wzorem zachodu – dodawać do wody chemię, wtedy będzie wizualnie faktycznie bardzo „czysta”… Ale nie nadawałaby się do picia chyba nawet po przegotowaniu.

Jak każde przyzwoite miasto, również i Otwock ma swoje strachy i klątwy: w centrum miasta, mimo rozmaitych prób rozprawienia się z tematem, ciągle straszy „wielka dziura”. Próbowano już chyba wszystkiego oprócz egzorcyzmów i jak straszyło, tak straszy. Miasto straszy podwyżkami cen wywozu śmieci i dostaw wody, chociaż i sama woda i straszy i jest klątwą od lat. Strach odkręcić kran, bo skoro „czysta” na ogół jest ruda, to boimy się pomyśleć, co będzie, jak popłynie „brudna”…

A inne klątwy? Klątwa „polityczna” (trudności w dojściu do porozumienia między włodarzami i radnymi), samoniszczące się chodniki, nieustannie pojawiające się kałuże (chociaż to chyba należy rozpatrywać w kategorii cudów), wiecznie dziurawa jezdnie… Może więc faktycznie jakieś dokładne wyegzorcyzmowanie Otwocka to nie jest zły pomysł?

Craig