Jeśli wiosną i jesienią ( a często i pomiędzy) przeszkadzał ci warkot dmuchaw do liści, mamy dobrą wiadomość – będą zakazane!

Surowe kary za używanie dmuchaw 

Sprzątanie liści z chodników czy posesji to niewdzięczna robota. Wiedzą o tym nie tylko posiadacze domków z dużym placem otoczonym drzewami, ale przede wszystkim służby miejskie i osoby dbające o ładne otoczenie wspólnot mieszkaniowych. Już dawno temu wynaleziono zbawienne wręcz dmuchawy do liści. Jest tylko jedno „ale”…
Dmuchawy, żeby dmuchać, muszą być czymś napędzane. Pół biedy, jeśli to silniki elektryczne, ale profesjonalna dmuchawa dalekiego zasięgu i kabel? To nie idzie w parze. Więc te „duże” dmuchawy, podobnie jak wszystkie podkaszarki i inne ułatwiające sprzątanie urządzenia są napędzane silnikami spalinowymi. Silniki nie są duże, ale na tyle hałaśliwe, że chóralne sprzątanie wiosną czy jesienią (podobnie jak koszenie traw) co bardziej wrażliwym może zepsuć dzień, i to niejeden, od samego rana.
Jednak nie o hałas chodzi, ale o ochronę powietrza. Ale nie od razu. Ostatnie jesienne liście służby miejskie, firmy i osoby zajmujące się pielęgnacją terenu sprzątną dmuchawami, a od 1 stycznia 2021 r. nastąpi powrót do metod ekologicznych, czyli do grabi i zmiotek.

Marszałek województwa mazowieckiego wydał przepis, odpowiedzialnością za jego przestrzeganie obarczył wszystkich korzystających z dobrodziejskiego wynalazku, jakim jest dmuchawa do liści, a za nieprzestrzeganie przewidział całkiem spore kary.

We fragmencie uchwały, która wprowadza nowe przepisy, można przeczytać, że: "odpowiedzialnymi za stosowanie zakazu używania dmuchaw są samorządy gminne na terenie województwa mazowieckiego, zarządy dróg krajowych, wojewódzkich i powiatowych oraz podmioty korzystające ze środowiska i osoby fizyczne niebędące podmiotami korzystającymi ze środowiska".

Co to oznacza? "Urząd Marszałkowski ucina w ten sposób dyskusje, czy wspólnoty i spółdzielni mogą z nich korzystać. Nie wolno i kropka. Ten zapis obowiązuje każdego!" - twierdzi MJN.

Przyjęta uchwała przewiduje surowe kary za nie stosowanie się do nowych przepisów. Złamanie zakazu może kosztować od 500 do nawet 5000 złotych. Przestrzegania przepisów mają pilnować strażnicy miejscy.