Rozmawiamy ze Stefanem Traczykiem - Nadleśniczym Nadleśnictwa Jabłonna, radnym Sejmiku Województwa Mazowieckiego i prezesem ogólnopolskiego Stowarzyszenia Leśników i Właścicieli Lasów.

Jak rozpoczęła się Pana przygoda z leśnictwem?

Pracę w podwarszawskich lasach rozpocząłem w listopadzie 1991 roku, jako stażysta w Nadleśnictwie Chojnów. Tam też otrzymałem pierwszy awans na stanowisko podleśniczego, a stamtąd do Nadleśnictwa Celestynów gdzie zostałem leśniczym. Wraz ze zdobywanym doświadczeniem i wiedzą, kontynuowałem karierę w strukturach Lasów Państwowych. W latach 2006 – 2014 pełniłem również funkcję Wójta Gminy Celestynów. Potem wróciłem do Lasów Państwowych, gdzie w 2016 r. zostałem Nadleśniczym Nadleśnictwa Jabłonna. Na bazie doświadczenia mogę powiedzieć, że lasy terenów podwarszawskich wszędzie mają bardzo podobną charakterystykę i zbliżone uwarunkowania.

Co ma pan na myśli?

W samej Warszawie mamy ponad 7 tys. hektarów lasów, a pod Warszawą kolejnych kilkadziesiąt tysięcy hektarów. Mają one wspólny, wielki problem. Z uwagi na dużą gęstość zaludnienia, lasy poddane są ogromnej presji społecznej. Istnieją różne koncepcje wśród obywateli, od ochrony jako dobra wspólnego, do wycięcia pod zabudowę deweloperską.  Połowa lasów jest prywatna, a reszta to lasy publiczne. Leśnicy mają za zadanie tak działać aby wypracowywać kompromisy pomiędzy wszystkimi zainteresowanymi grupami, bez szkody dla środowiska.

Właśnie, chyba na naszym terenie leśnicy szczególnie powinni przywiązywać uwagę do ochrony lasów?

Lasy pochłaniają gigantyczne ilości dwutlenku węgla, ale także neutralizują smog. Gdy pyły przenoszone są przez powietrze, to wilgotny las staje się barierą. Można powiedzieć, że las jest naturalnym, miejskim filtrem. Dlatego musimy rozsądnie gospodarować lasami. Nie możemy doprowadzać do redukcji terenów leśnych i zastępowania ich zabudową. Ale jednocześnie musimy prowadzić gospodarkę leśną i pozyskiwać drewno.

Poza ochroną powietrza, las stał się na naszym terenie jednym z głównych miejsc odpoczynku i rekreacji. Niemal codziennie we wszystkich podwarszawskich lasach, już właściwie niezależnie od pory roku, spotkać możemy tysiące turystów.

Funkcje społeczne wszystkich podwarszawskich lasów są niezwykle istotne. Zapewniam, że sytuacja z liczbą ludzi w lasach jest bardzo podobna w Legionowie, Celestynowie, Piasecznie, czy innych miejscowościach. Staramy się samodzielnie budować kolejne udogodnienia dla turystów, takie jak parkingi, czy wiaty do odpoczynku. Tworzymy też ścieżki edukacyjne. Jesteśmy też otwarci na różne inicjatywy.

W podwarszawskich lasach jest prowadzona gospodarka leśna?

Las pełni również funkcję produkcyjną i nie podlega to dyskusji. Zręby poprzedzane są głęboką analizą, wszelkie plany są w razie potrzeby modyfikowane. Drewno pozyskują wszystkie okołowarszawskie Nadleśnictwa: Jabłonna, Celestynów, Drewnica, Chojnów oraz Kampinoski Park Narodowy, gdzie wbrew pozorom także prowadzi się pozyskanie drewna i gospodarkę leśną. Należy podkreślić, że drewno jest surowcem odnawialnym, ekologicznym i z pewnością bardziej przyjaznym środowisku niż plastik.

W jaki sposób wybierane są miejsca do wycinki?

W lasach prowadzona jest racjonalna gospodarka, planowana z wieloletnim wyprzedzeniem. Raz na 10 lat robiona jest inwentaryzacja wszystkich gruntów leśnych, niezależnie, czy są to lasy prywatne, czy państwowe. Na tej podstawie przygotowywany jest operat urządzeniowy, w którym planowane są poszczególne działania w tym przecinki i wycinki. Aby las był zdrowy, a jednocześnie przynosił odpowiednie dochody, musimy co jakiś czas wycinać i sadzić nowe drzewa. Trzeba też pamiętać, że każde drzewo ma również swój wiek i jeśli drewno nie zostanie w odpowiednim momencie pozyskane, to ulegnie procesom gnicia i rozkładu. Pamiętajmy też o aspekcie ekologicznym. Drzewo cały czas absorbuje dwutlenek węgla. Gdy wyprodukujemy coś z drewna, to ten dwutlenek węgla dalej będzie skumulowany w tym produkcie, jednocześnie w miejscu wycinki sadzimy nowy las, który absorbuje kolejne tony dwutlenku węgla.

Zmiana klimatu to fakt. W jakim stanie są nasze lasy, jak one reagują na te zmiany?

W Polsce około 70% powierzchni to lasy iglaste. Na terenie Mazowsza, ze względu na uboższe gleby może być to nawet 80%. Oczywiście dostrzegamy zmiany klimatyczne. Prawdą jest to, co piszą niektórzy naukowcy, że zmienia się struktura drzewostanu i niektóre gatunki obumierają i są wśród nich właśnie te iglaste, którym po prostu robi się tu „za ciepło”. Myślę jednak, że my te zmiany namacalnie zobaczymy za 15- 20 lat, a z poważniejszymi konsekwencjami zmiany w naszej biosferze spotkamy się za 50-100 lat. Tu także jest rola leśników, czyli tak prowadzić gospodarkę leśną, żeby na miejsce wyciętych drzew sadzić gatunki bardziej odporne na zmiany klimatu.

Teraz jest głośno o pożarach w Australii, ale u nas też w ostatnim sezonie letnim mieliśmy dużo tego typu zdarzeń. Jak radzicie sobie z zagrożeniem pożarowym?

Wszystkie podwarszawskie lasy są silnie penetrowane przez ludzi, nie trudno jest zatem o pożar wywołany niedopałkiem, czy nieodpowiedzialnym używaniem ognia. Nasze lasy są monitorowane, wszystkie nadleśnictwa współpracują ze sobą i gdy tylko pojawi się jakiś dym od razu na miejsce wysyłana jest Straż Pożarna. Staramy się unikać zakazywania wstępu do lasu ponieważ, dzięki obecności i czujności spacerowiczów udaje się szybciej zareagować na mniejsze pożary.  

Od roku jest Pan też Radnym Sejmiku Województwa Mazowieckiego?

Samorząd wojewódzki nie działa w oderwaniu od samorządu powiatowego czy gminnego. Stąd moje doświadczenie Wójta Gminy Celestynów okazało się bardzo wartościowe. Wszystkie osiem powiatów podwarszawskich, które reprezentuję, mają bardzo podobne zadania i problemy. Widać, że moje doświadczenie jest dostrzegane przez społeczeństwo, bo w ostatnich wyborach samorządowych zaufało mi prawie 10 tys. wyborców, co jest jednym z lepszych wyników wyborczych.

Oczywiście spektrum naszych zainteresowań w Sejmiku jest większe, niż miało to miejsce w gminie czy na szczeblu powiatu. Musimy przede wszystkim myśleć o skutecznej komunikacji, ponieważ setki tysięcy mieszkańców Mazowsza codziennie przemierza drogę z i do pracy. Często jest to długa droga. My jako radni Sejmiku musimy zrobić wszystko, aby ta podróż była jak najszybsza, jak najbezpieczniejsza i najbardziej komfortowa. Kluczowa jest południowa obwodnica Warszawy. Jeżeli zakończymy tą inwestycję, to ogromnie odciążymy miasto z ruchu samochodów. Niezwykle ważny jest rozwój kolei – odcinek między Otwockiem, a Pilawą jest właśnie remontowany – musimy zrealizować tą inwestycję najszybciej jak to możliwe. Dzięki temu w Warszawie ubędzie kolejnych kilka tysięcy samochodów.

Zasiada Pan w trzech komisjach Sejmiku – jak wiadomo to tam odbywa się właściwa praca i dyskusja nad projektami uchwał.

Tak, jestem w komisji Ochrony Środowiska, Promocji Województwa Mazowieckiego i Współpracy Zagranicznej, a teraz dopisałem się do komisji Budżetu i Finansów i intensywnie pracujemy.

Jest Pan po stronie opozycyjnej. Jak się pan tu odnajduje? Czy jest szansa na przeforsowanie własnych inicjatyw?

Obecna większość w Sejmiku nie jest duża i nie jest szczególnie stabilna. Koalicja PSL – KO ma 25 Radnych, nasz klub Prawa i Sprawiedliwości 24, ale jest jeszcze dwóch radnych niezrzeszonych, którzy często są języczkiem uwagi i głosowania mogą się potoczyć w dwojaki sposób. Już przy głosowaniu za ostatnim budżetem udało się nanieść sporo poprawek. Nasz Klub potrafił przeforsować zwiększenie środków na działania inwestycyjne.

Dla mieszkańców jest lepiej, jak władza musi się starać o zdobycie większości dla swoich projektów, ponieważ często odbywa się to przez szersze konsultację i wymianę poglądów.

Oczywiście, dla samorządu to lepiej. Marszałek Struzik rządzi aż 18 lat. Pora się zastanowić, czy jednak dla „higieny” władzy, nie lepiej byłby żeby pojawiła się jakaś zmiana. Bardzo szanuję Pana Marszałka, ale ostatnio Urząd Marszałkowski uległ zastojowi, brakuje świeżych idei. Mazowsze ma ogromny potencjał, ale przez brak inicjatyw tracimy szanse na rozwój.

Jak ten potencjał uwolnić?

Budżet województwa mazowieckiego to 3 miliardy złotych. Jak największa jego część musi być przeznaczana na inwestycje. Oczywiście wszystkiego od razu nie zbudujemy, ale powinniśmy stawiać przed nami ambitne cele. Myślę tu głównie o zadaniach związanych z rozwojem infrastruktury transportowej, ponieważ wokół niej rozwija się cała reszta. Stąd też taki upór Prawa i Sprawiedliwości w trakcie głosowań nad inwestycjami drogowymi.

Wydaje się że najłatwiej było się Panu odnaleźć w komisji Ochrony Środowiska

Tak, jestem jedynym leśnikiem w tej kadencji Sejmiku. Można powiedzieć, że w wielu kwestiach tego dotyczących jestem konsultantem kolegów radnych, ponieważ zwyczajnie jest to moja dziedzina zawodowa. Ostatnio udało się wyłapać błędy przy klasyfikacji pszczół, co pozwoliło uniknąć wielu komplikacji w ich hodowli na ternie Puszczy Kampinoskiej.

Jednym z największych problemów samorządów na ternie całego województwa jest gospodarka śmieciowa. Brakuje instalacji przetwarzających odpady a przez to drastycznie rosną ceny odbioru odpadów.

Problem musi być rozwiązany kompleksowo, bo każdy z nas produkuje śmieci. Zagospodarowanie śmieci musi być robione bez szkody dla środowiska. Nie podlega dyskusji, że w ciągu kilku najbliższych lat na terenie województwa powstanie przynajmniej jedna nowoczesna spalarnia. Technika jest obecnie tak rozwinięta, że spalarnie nie mają znaczącego wpływu na środowisko, a dodatkowo produkują energię elektryczną.

A jak współpracuje Pan z samorządami jako Nadleśniczy? Co udało się już zrealizować i jakie są plany?

Mam pewien duży projekt na myśli, ale tu lokalnie, chociażby w ostatnim tygodniu otworzyliśmy nowy parking przy DW 632, który będzie służył mieszkańcom powiatu legionowskiego, ale również przyjezdnym. W lasach Chotomowskich Lasy Państwowe zbudowały drogę dzięki której ciężkie samochody nie muszą już poruszać się po drogach publicznych, ale mogę robić to wewnątrz lasu bez szkody dla lokalnej społeczności. W Pomiechówku wspólnie z gminą zbudowany został Park Doliny Wkry, który ściąga tysiące turystów. Wszystko powstało na gruntach Lasów Państwowych.

Wspominał pan wcześniej o jakimś dużym projekcie. Co miał Pan na myśli?

Chciałbym doprowadzić do powstania rowerowej obwodnicy Warszawy. Należałoby wytyczyć szlak po istniejących ścieżkach i uzupełnić brakujące elementy infrastruktury. Przy okazji można byłoby zastanowić się, czy nie dałoby się przy planowanej trasie stworzyć jednego lub dwóch niewielkich pól kempingowych pozwalających na przenocowanie mniej doświadczonym rowerzystom. Poza tym, taka obwodnica, prócz walorów turystycznych może być tak zbudowana, aby mogła służyć na co dzień, jako droga do pracy, czy szkoły. Niebawem wszystkie samorządy otrzymają ode mnie pismo z propozycją udziału w tym projekcie.

Jest pan też prezesem Stowarzyszenia Leśników i Właścicieli Lasów. Co to za organizacja i jaki macie cel?

Nasza organizacja jest ogólnopolska. Chcemy wypracować metody racjonalnych działań na rzecz ochrony środowiska. W tym celu powołany został przez Stowarzyszenie, Instytut Debat o Środowisku. Będzie to nasz „think tank”, który pozwoli na wypracowanie stanowiska w poszczególnych dziedzinach. Nie możemy podlegać ekstremizmom. Jest mnóstwo bardzo radykalnych pseudoeokologów, ale i dokładnie tak samo liczna grupa osób negujących oczywiste fakty dotyczące ochrony środowiska. Jest ogromna przestrzeń pomiędzy tymi grupami i chcielibyśmy ją zagospodarować w konkretnej formie.

Jak dużą grupę będziecie reprezentować?

Chcemy mówić głosem wszystkich obywateli. W Polsce 19,3% lasów jest w rękach prywatnych, zaś na terenie województwa mazowieckiego to aż 44,9% powierzchni leśnej. Według naszych ustaleń w naszym kraju mamy nawet 3 mln osób, które są właścicielami i współwłaścicielami lasów. Oni nie mają żadnego przedstawicielstwa, dlatego w tym celu propagujemy idee powołanie Izb Leśnych.

Czym miałyby być te Izby Leśne?

Izby Leśne miałyby być zrzeszeniem właścicieli lasów prywatnych na terenie danego powiatu. Dałyby one możliwość współpracy właścicieli lasów, która pozwalałaby na integrowanie, wspólne finansowanie zagospodarowania lasów, a także reprezentowałaby ich interesy. Izby Leśne mogłaby pełnić także rolę grup producenckich i samorządu leśnego. Nie wiem czy zdaje Pan sobie sprawę, że obecnie właściciele prywatnych lasów mają wyłącznie same ograniczenia. Natomiast można by założyć, że wprowadzenie Izb Leśnych pozwoliłoby właścicielom średnio rocznie zarobić około 400 zł z hektara gruntu leśnego.