W poniedziałek, 20 lipca br. ok. godziny 22:30 straż pożarna została wezwana do otwockiego szpitala – Mazowieckiego Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy. Jak ustaliliśmy, był to fałszywy alarm. Po raz kolejny, winę ponosi niesprawna centralka alarmowa. Wszyscy już przywykli do wizyt straży, ale co się stanie, gdy kolejny alarm okaże się prawdziwy?

Szpital przy Reymonta, zwany wciąż „Dzierżyńskim”, czyli Mazowieckie Centrum Leczenia Chorób Płucnych i Gruźlicy, podlega Marszałkowi województwa mazowieckiego. Na jego terenie znajduje się m.in. oddział onkologiczny, oddział dziecięcy oraz stacja dializ. Wielu przebywających tam chorych, z uwagi na stan zdrowia, przyjmuje silne leki, ma kłopoty z poruszaniem się, albo (jak w przypadku tych z chorobami nerek) poddawanych jest dializom. W tym szarym szpitalnym życiu urozmaiceniem są regularne „wizyty” jednostek straży pożarnej. Są one spowodowane ciągłymi problemami z wadliwym działaniem systemu alarmów pożarowych. Sygnał z niego trafia do centrali, następnie w ciągu 8 minut na miejscu musi pojawić się jednostka straży. Tak było właśnie w poniedziałek późnym wieczorem.

-Nie ma się czym przejmować. Przyjeżdżają niemalże co tydzień. Winna centralka alarmowa, albo i cały system. Ciągle coś się psuje, zasilanie awaryjne samo jest jedną wielką awarią. Jak by tak za każde nieuzasadnione wezwanie szpital musiał płacić, to może by wreszcie zrobili to raz a dobrze, a tak, mamy wizyty - mówi jeden z pracowników szpitala. 

Dopytujemy innych pracowników, co by było, gdyby faktycznie wybuchł pożar. -Istnieją procedury. Ale jak pan widzi, alarmy są na tyle częste, że wiele osób już się nimi nie przejmuje. Może być tak, że reakcja będzie zbyt późna – mówi jedna z pielęgniarek. -Z wieloma chorymi trzeba ostrożnie, to nie są młodzi i zdrowi ludzie, zwłaszcza na onkologii, po chemii… Tam nawet mały pożar może mieć straszne skutki – dodaje. Jak podkreśla nasza rozmówczyni, kolejnym problemem jest ewentualna ewakuacja dzieci i osób ze stacji dializ.

Tym razem winny… prysznic
Może to wydawać się żartem, ale za poniedziałkowe zamieszanie odpowiada prysznic. Ciężko bowiem obwiniać pracownika pracowni rentgenowskiej za to, że odkręcił gorącą wodę, przez co zareagowała czujka. Skoro tak właśnie się stało, może warto zmienić czujniki na inne?


O komentarz poprosiliśmy Dyrektora Naczelnego szpitala, lek. med. Antoniego Błachnio. Rozwiewa on wątpliwości pracowników:
Czy administracja Szpitala wie o alarmach?
-Od 21 lat szpital ma monitoring przeciw pożarowy w związku z tym wie o wszystkich incydentach. System jest konserwowany, sprawdzany i ciągle modernizowany. Tak jak cały szpital. Ostatni przegląd odbył się 15 czerwca tego roku.
Kto ponosi konsekwencje za fałszywe alarmy i angażowanie jednostek straży pożarnej?
-Za wywoływanie alarmów płaci sprawca. Za podpalenia i zadymienia płaci sprawca jeżeli można go ustalić. Obecnie w toku jest jedna sprawa i trwa dochodzenie policyjne. Częste alarmy wynikają z wykrycia zadymienia oraz ognia i są najczęściej spowodowane dymem z papierosa lub parą wodną. Osobami je wywołującymi są nie przestrzegający przepisów pacjenci lub awarie nie związane z systemem alarmowym . System przeciw pożarowy oraz generowane alarmy są istotnym elementem bezpieczeństwa dla chorych i realnie chroniły nas przed poważniejszymi zdarzeniami.
Pojawiły się głosy że dzieci i ciężko chorzy pacjenci mogą być narażeni na niepotrzebny stres. Czy tak jest faktycznie?
-Dzieci nie są narażone z tego powodu na stres ponieważ w ich pawilonie oddalonym od pawilonu głównego nie ma incydentów tego typu. Również w innych pawilonach nie odnotowujemy tego typu zdarzeń lub dochodzi do nich incydentalnie.
Jak usłyszeliśmy od pracowników, według nich alarmy są „codziennością”. Czy nie osłabia to czujności personelu i nie narazi zdrowia pacjentów podczas faktycznego zagrożenia?
-Nie ma możliwości przywyknięcia, ponieważ system działa automatycznie, a osoby go nadzorujące są przeszkolone i reagują zgodnie z procedurą. Do zdarzeń w pawilonie głównym, gdzie są chorzy na leczeniu długoterminowym dochodzi częściej. My, personel szpitala z tym pracujemy od 21 lat i nie jest to rzecz nowa. Alarmy nie są fałszywe tylko prawdziwe i wywołuje je najczęściej człowiek, ale dzięki temu pracujemy bezpiecznie.

Jednocześnie p. dyrektor Antoni Błachnio apeluje do personelu szpitala oraz pacjentów o przestrzeganie regulaminu wewnętrznego Szpitala. Pozwoli to na uchronienie przed niepotrzebnymi interwencjami straży oraz konsekwencjami.

 

Czujniki dymu - rodzaje i działanie

Czujnik dymu optyczny – charakteryzuje się przede wszystkim wysoką czułością, co w wielu przypadkach może okazać się kłopotliwe. Czujnik ten reaguje bowiem natychmiast, gdy pojawi się dym. Warto więc sprawdzić, jaki sensor został w nim zainstalowany:

  • rozproszeniowy ultrafioletowy – zastosowanie światła ultrafioletowego zdecydowanie podnosi jego czułość. Z tego powodu nie należy stosować go w kuchni ani w łazience, ponieważ będzie reagował na parę wodną,
  • rozproszeniowy podczerwony – zastosowano tu światło o innej długości fali. Jest ono generowane przez specjalną diodę LED, a jeżeli zostanie rozproszone przez dym, uruchomi się czujka,
  • dwusensorowy podczerwony – to urządzenie najbardziej rozbudowane. Zastosowano w nim dwie diody – alarm uruchamiany jest wtedy, gdy rozproszone zostaną obie wiązki światła. Dzięki temu czujka nie uruchomi się pod wpływem pary.

Czujnik dymu termiczny – funkcjonujący w oparciu o analizę poziomu temperatury panującej w pomieszczeniu. Gdy przekroczy ona określoną wartość, uruchamia się czujka. Na rynku znajduje się czujka termiczna nadmiarowa, która uruchomiona zostaje przy wysokich temperaturach, różniczkowa reagująca na nagłe skoki temperatury, a także czujnik dymu termiczny nadmiarowo-różniczkowy, ze względu na łączenie obu przedstawionych funkcji wyróżniający się najwyższą dokładnością.