„To jakaś paranoja, że obiekty i działalności, pomagające wzmacniać odporność, są wciąż zamknięte, a takie, gdzie najłatwiej się zarazić – znowu będą otwarte”. Branża fit ma dość, zjednoczona zamierza wznowić działalność od 1 lutego. To aż 1700 obiektów!

O nastrojach panujących w branży fitness można pisać dużo, albo podsumować w kilku słowach: to bomba, która zaraz wybuchnie. Właścicieli lokali i trenerów już nie stać na dalsze czekanie i dokładanie – często olbrzymich sum – tylko po to, żeby nie zawiesić działalności i mieć szansę na pomoc. Niestety wszystkich ta pomoc nie obejmie. Podobnie jak w innych branżach, przegrani są przedsiębiorcy, którzy uruchomili działalność w roku 2020, albo którzy na przełomie 2019 i 2020 przeprowadzali remonty obiektów, bo nie mogą wykazać za ten okres zysków, a więc nie kwalifikują się do pomocy.

Otwieramy!
Kluby i trenerzy zrzeszeni zapowiedzieli wznowienie działalności. Razem uzgodnili i wypracowali ostre standardy bezpieczeństwa, pokazując, że są w stanie działać odpowiedzialnie. A członkom swojej organizacji zagwarantowali pomoc prawną w nieuniknionym zderzeniu z policją i sanepidem. Ale – jeśli ktoś tych norm przestrzegać nie będzie, nie będzie mógł liczyć na pomoc. Czy ta zapowiedź da do myślenia przedstawicielom władzy i zmusi do pójścia na kompromis? Zobaczymy.

Powiat otwocki – oficjalnie cisza, nieoficjalnie – wrze

Póki co nie dostaliśmy informacji zwrotnych, czy i które kluby w naszym powiecie otworzą się na spragnionych budowania kondycji fizycznej i odporności. Jedna z trenerek spoza Otwocka, ale współpracująca, uchyla rąbka tajemnicy:
-Wcale nie dziwię się, że nikt nie daje głośnych deklaracji. Tu musiałyby się otworzyć wszystkie, ale to dosłownie wszystkie kluby, a i tak od razu byłyby naloty SANEPIDu i policji. Właściciele i trenerzy są zdesperowani, ale są zmęczeni, poza tym ciągłe grożenie dużymi karami i sądem działa tak, że lepiej nie cytować – mówi nam Monika (imię zmienione).

Na portalach społecznościowych widać jednak, że amatorzy wysiłku fizycznego mają sposoby na to, jak przezwyciężać wszystkie ograniczenia. Morsowanie nad Świdrem stało się tak popularne, że chętni, zrzeszeni w klubach formalnych lub nieformalnych grupach, już zaczynają na forum publicznym ustawiać się w kolejkę i ogłaszać, kto, kiedy i gdzie morsuje. Żeby uniknąć tłoku. Z jednej strony bardzo dobrze, bo ogranicza się w ten sposób ryzyko, z drugiej – zaczyna to wyglądać zdaniem samych zainteresowanych na reklamę „kto fajniejszy” i początki lokalnej wojenki podjazdowej.

Równie popularne stały się ćwiczenia na świeżym powietrzu – przed zamkniętymi salami albo w plenerze; nocne bieganie. Czy są stosowane sposoby „na pracownika”, „na stowarzyszenie”, „na sklep z odpłatną prezentacją”? Oficjalnie nikt się nie pochwali – „to mała społeczność, po co mi kłopoty” – da się słyszeć.

14,1 miliona złotych długów – to wynik finansowy za rok 2020.

Według danych Krajowego Rejestru Długów, rok 2021 centra i kluby fitness oraz siłownie rozpoczynają z zadłużeniem sięgającym ponad 7,7 mln zł. W niewiele lepszej kondycji finansowej są trenerzy i instruktorzy. Prowadzący zajęcia sportowe do oddania mają obecnie 6,4 mln zł. W 2020 r. łączne należności branży wzrosły niemal o jedną czwartą.

-Szczególnie dotkliwy dla branży musiał być lockdown na ich usługi na przełomie roku. Styczeń był zazwyczaj miesiącem największego obłożenia klubów i przypływu klientów zmobilizowanych postanowieniami noworocznymi. W lutym następował zwykle spadek zadłużenia. Tym razem trudno się tego spodziewać. Co ważne, z naszych danych wynika, że na zamknięciu sektora w ogromnym stopniu tracą pojedynczy trenerzy i instruktorzy fitness, którzy bardzo często mają nieregularny system pracy, są samozatrudnieni  lub pracują w oparciu o umowy o dzieło – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Centra fitness i siłownie pozostają zamknięte od połowy października 2020 r., z wyjątkiem nielicznych obiektów, których działalność jest dozwolona w ramach rozporządzenia. Pojawić się w nich mogą jedynie osoby trenujące w ramach współzawodnictwa sportowego, zajęć lub wydarzeń sportowych oraz zajęć na uczelni lub w szkole.

-To jednak mała grupa. Wiele obiektów stoi pustych, a przez to swojego zawodu nie mogą wykonywać trenerzy i instruktorzy, który często pracują na własny rachunek, właśnie w takich miejscach. Według Polskiej Federacji Fitness blisko 90 proc. z nich wykonuje zawód w oparciu o inną umowę niż umowa o pracę. Najczęściej swój zawód wykonują na podstawie umowy zlecenia, pracując średnio w 35 obiektach. Zamknięcie większości z nich pozostawia trenerów i instruktorów bez środków do życia – zauważa Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Teoretycznie powinny pomóc pieniądze z „tarcz”, jednak zdaniem przedstawicieli branży, tylko 15 proc. firm z tego sektora kwalifikuje się do pomocy z Tarczy PFR 2.0, a ewentualne pieniądze z Tarczy 6.0, których jeszcze fizycznie nie wypłacono, pokryją ok. 5-10 proc. strat podmiotów, które taką pomoc uzyskają.

Co nas czeka od 1 lutego?

Wyjazdy po pracy do Warszawy w celu „złapania formy” przed ciepłymi dniami? A może jednak rząd zobaczy, że siłownie i kluby fitness, zrzeszone, przestrzegające rygoru sanitarnego, są kompletnie nieszkodliwe w porównaniu z galeriami handlowymi czy kościołami? Czekanie już się kończy – mówią trenerzy. Teraz pora na działanie.