Nowe rozporządzenie MEN, dotyczące świadectw, dyplomów państwowych i innych druków, wprawia większość rodziców w osłupienie. Okazuje się, że dopóki uczeń nie skończy 18 lat, nie będzie miał możliwości samodzielnego odbioru szkolnych dokumentów. W związku z tym, na zakończenie roku przyjdzie z rodzicem. O ile nie jest to kontrowersyjne, jeśli chodzi o pierwszoklasistów, inaczej wygląda to w przypadku licealistów i uczniów technikum.

Po świadectwo z rodzicem? 

Zmiany mają wejść za sprawą rozporządzenia MEN. Zgodnie z nowymi zasadami szkoła prowadzi imienną ewidencję:

  •  wydanych świadectw ukończenia szkoły,

  •  indeksów,

  •  legitymacji szkolnych,

  •  e-legitymacji,

  •  mLegitymacji,

  • zaświadczeń o zawodzie,

  •  certyfikatów,

  •  dyplomów,

  •  zaświadczeń o szczegółowych wynikach egzaminu ósmoklasisty,

  •  oraz zaświadczeń o wynikach egzaminu maturalnego. 


Taka ewidencja zawiera imię, nazwisko, numer PESEL ucznia albo absolwenta, numer wydanego dokumentu, datę odbioru dokumentu oraz podpis pełnoletniego ucznia lub rodziców niepełnoletniego ucznia, lub absolwenta.

Wszystko wskazuje na to, że w tym roku po legitymacje do szkoły, będą musieli iść rodzice uczniów pierwszych klas szkół podstawowych oraz tych dzieci, które nie osiągnęły jeszcze pełnoletności, a zgubiły lub zniszczyły swoją legitymację. Najbardziej kontrowersyjny jest jednak możliwy scenariusz, który zakłada że rodzice będą zmuszeni wybrać się do szkoły również na zakończenie roku szkolnego, by odebrać szkolną cenzurkę. Dotychczas nie było to w żaden sposób od nich wymagane.

Iga Kazimierczyk, prezes Fundacji Przestrzeń dla Edukacji, jasno wyraża swój sprzeciw i sugeruje, że jest to ogromne utrudnienie dla rodziców, zmiana jest absurdalna, a uczniowie w ten sposób są traktowani z lekceważeniem.

Czy nadchodzące zmiany mają wejść w życie, okaże się w najbliższej przyszłości. Zwiększanie roli ucznia w procesie kształcenia – w tym przypadku – mijałoby się z celem.